fbpx

Browary Warszawskie – od warzenia piwa do kreatywnego miejsca spotkań i pracy.

Dziś, zupełnie jak 150 lat temu, między ulicami Grzybowską i Krochmalną warzy się piwo... i intensywnie pracuje. Współczesne Browary mają jednak do zaoferowania znacznie więcej – nigdy wcześniej życie w tej części Woli nie było tak interesujące.

To jedno z miejsc, w których udało się stworzyć od zera żywy kawałek miasta (…) Strasznie trudno jest stworzyć receptę na kompleks zabudowy, który wpisze się w miasto i do którego ludzie z własnej woli będą chcieli przychodzić… – tak na łamach „Gazety Stołecznej” swój artykuł o Browarach zaczął Michał Wojtczuk, dziennikarz i krytyk architektury, nie stroniący skądinąd od bezkompromisowego wskazywania wad stołecznych inwestycji. Przekształcenie dawnych terenów przemysłowych we współczesną, wielofunkcyjną tkankę miejską było zadaniem skomplikowanym i czasochłonnym, ale po siedmiu latach prac zakończyło się niekwestionowanym sukcesem.

Pierwszy browar
Niewiele jest w Warszawie miejsc, które zmieniały się tak dynamicznie i tak głęboko jak Wola, od niedawna dzielnica nowoczesnych budynków biurowych. W XVIII wieku obecna ulica Krochmalna nosiła nazwę Lawendowej, a jej nieliczne drewniane zabudowania tonęły w zieleni i otoczone były ogrodami i sadami. Rozwój Warszawy wymagał gospodarczego zaplecza i w wieku XIX z rolniczo-sielskiej przeszłości nie zostało prawie nic. Wolę wypełniły zakłady przemysłowe – między innymi wytwórnia krochmalu i farbki do bielizny – małe i duże warsztaty, magazyny i sklepy. Ważną dziedziną lokalnego przemysłu było piwowarstwo; na niewielkiej przestrzeni działało aż pięć browarów. Od połowy XIX stulecia o palmę pierwszeństwa walczyła w tej branży spółka Błażeja Haberbuscha i Konstantego Schiele (oraz ich potomków). Z pozycji drugoligowych graczy przedsiębiorcy wspięli się na szczyt. W ich wciąż rozbudowywanej i modernizowanej fabryce przy Krochmalnej 59 produkowano różne gatunki piwa, a także napoje gazowane i lemoniady. Biorąca początek w Warszawie rzeka tych napojów płynęła na wschód, a kufel „warszawskiego” pod koniec stulecia można było zamówić nawet na dalekiej Syberii.

Zapotrzebowanie rynku było tak duże, że do leżakowania trunku początkowo wynajmowano okoliczne  piwnice, m.in. w wolskich kościołach. Dopiero wybudowanie – zachowanych częściowo do dziś – podziemnych leżakowni pozwoliło na prowadzenie produkcji w bardziej uporządkowany sposób. Ok. 1900 roku Towarzystwo Akcyjne Browaru Parowego i Fabryki Sztucznego Lodu „Haberbusch i Schiele” dysponowało nie tylko istotnym w skali Europy zakładem, ale i niewielką flotą kolejową, szkołą piwowarską, punktem opieki nad dziećmi pracowników czy kasą oszczędnościowo-pożyczkową. Nad browarem wznosił się najwyższy w całym Królestwie Polskim komin.

Zmierzch piwnego imperium rozpoczął się wraz rewolucją rosyjską i zamknięciem tradycyjnych rynków zbytu. Podczas II wojny światowej znaczną część wyposażenia wywieziono, a same budynki zostały poważnie uszkodzone. Mimo to w latach 50. wznowiono produkcję i kontynuowano ją do końca XX wieku. Przez pewien czas na Woli produkowano również napój będący wówczas wręcz symbolem zachodniego smaku – colę. Początkowo był to rzeczywiście towar luksusowy: można go było kupić tylko w dwóch stołecznych sklepach, nieodżałowanym Supersamie i domu towarowym „Sezam”.
Gwiazda wolskich browarów stopniowo jednak gasła. W najgorszym czasie, na początku XX wieku, czterohektarowa działka opustoszała, zarosła samosiejkami i nawłocią, a przez szczeliny ogrodzenia można było oglądać zrujnowane budynki.

Nowa Wola
Miłośnicy historii Warszawy wciąż narzekają na utratę zakładu tak mocno wpisanego w dzieje miasta. Racjonalne spojrzenie nie pozostawia jednak złudzeń – masowa produkcja piwa niemal w sercu miasta nie ma ekonomicznego uzasadnienia, logistyka związana z transportem niezbędnych surowców byłaby koszmarem dla pracowników i utrapieniem dla okolicznych mieszkańców. Rozpoczęta w 2017 roku rewitalizacja przywróciła miastu jego ważną część. Otwarcie terenu umożliwiło udostępnienie zachowanych części kompleksu, zabytkowej warzelni, laboratorium, willi i  piwnic – po raz pierwszy, bo przez ponad sto lat były przecież dostępne tylko dla pracowników. Obecne Browary to także pięć ogólnodostępnych placów, świetnie zaprojektowana i utrzymana miejska zieleń, restauracje, kawiarnie i miejsca spotkań.

Praca
Urbaniści dawno porzucili wizję wyspecjalizowanych, jednofunkcyjnych dzielnic, służących wyłącznie pracy, zakupom czy celom mieszkaniowym. Tworzenie projektów mixed-use pozwala na najbardziej efektywne, a przy tym najbardziej atrakcyjne dla użytkowników wykorzystanie potencjału miejsca. Nieodłączną częścią współczesnego miasta są zaś budynki biurowe. Zarządzane przez Colliers Biura przy Willi to jeden z trzech biurowców, wchodzących w skład kompleksu Browarów Warszawskich. Z 15 kondygnacjami naziemnymi jest najwyższym z spośród tych obiektów, a jego powierzchnia całkowita wynosi ok. 16 000 m2. Choć jednym z atutów kompleksu jest doskonały dostęp do miejskiego systemu komunikacyjnego, dla  najemców przygotowano również podziemne miejsca parkingowe oraz infrastrukturę dla rowerzystów  Budynek już na etapie projektu uzyskał certyfikat BREEAM na poziomie Excellent, jego użytkownicy mają nie tylko wszystkie zalety miejskiego życia na wyciągnięcie ręki, a przy tym doskonałe warunki do pracy.

Zarządzanie budynkiem, który jest częścią dużego kompleksu jest sporym wyzwaniem. Na co dzień należy pamiętać, że każda z podjętych decyzji podjętych w sprawie budynku samego w sobie czy też jego okolicy musi współgrać z otoczeniem, a współpraca i komunikacja są kluczowe w zachowaniu pełnej harmonii i dbałości o bezpieczeństwo i komfort pracy najemców.

Przeczytaj także: Spark – biurowiec, który błyszczy.