fbpx

Czy czeka nas świat bez pisma?

Rozwój nowych technologii, powszechna digitalizacja i aktywny tryb życia sprzyjają odejściu od tradycyjnych, bardziej czasochłonnych form komunikowania się – między innymi od pisma. Czy to oznacza, że pismo zupełnie zaniknie?

Złoty wiek, odległa przeszłość… i całkiem bliska przyszłość. Przynajmniej według Jacka Dukaja, pisarza i filozofa, który w „eseju” o rozmiarach solidnej powieści wieszczy nadchodzącą epokę postpiśmienną. A to wszystko za sprawą naszej ludzkiej natury i coraz bardziej zaawansowanej technologii. Technologii, którą tak bardzo wszyscy sobie cenimy i która szczególnie teraz – w dobie pandemii ułatwia nam codzienne funkcjonowanie. Jednak bez obaw – pismo nie zniknie. W dobie powszechnej digitalizacji może stać się doskonałym narzędziem do ćwiczenia umysłu i samodoskonalenia.

Tysiącstronicowy „Lód” Jacka Dukaja rozmachem przypomina klasyczne powieści XIX wieku, nawet jego pojedyncze opowiadania publikowane są jako samodzielne tomy. Nie inaczej jest z esejem „Po piśmie”. Ale nie liczba stron jest najważniejsza – może raczej fantastyczny (nomen omen), pełen błyskotliwych neologizmów język, spiętrzone koncepty, zawikłane intrygi. Do tego nawiązania do literackiej klasyki i współczesnych prac naukowych. Po twórcy tak głęboko zanurzonym w świecie pisma można by się spodziewać stereotypowej rezerwy w stosunku do nowych mediów i kultury popularnej.

Nie u Dukaja. Jest u niego obawa, jest fascynacja, ale przede wszystkim przekonanie o nieuchronności nadchodzącej zmiany. Do czytania i pisania nie zostaliśmy przystosowani ewolucyjnie. Z punktu widzenia neuronauk są to operacje ekwilibrystyczne: skomplikowane, wieloetapowe, żonglujące symbolami i abstraktami tak oddalonymi od świata doświadczeń zmysłowych małpy, że można je uznać za torturę mózgu.

Skoro proces przekazywania doświadczeń za pomocą umownych znaków jest tak niewygodny, czemu nie zastąpić go narzędziami bardziej poręcznymi? I tak właśnie się dzieje. Nie napiszę listu – zadzwonię. Nie przeczytam powieści – obejrzę serial. Nie wyrażę politycznego sprzeciwu w postaci artykułu – nagram filmik i wrzucę go na YouTube. Nie spędzam nocy na lekturze poezji – gram w gry. Nie czytam autobiografii – żyję celebów na Instagramie. Nie czytam wywiadów – słucham, oglądam wywiady. Nie notuję – nagrywam. Nie opisuję – fotografuję. I tak dalej, listę można ciągnąć stronami. Nikt nie zmusza ludzi do takich wyborów. Wydają się one – każdy z osobna – naturalne. A zatem oczywiste, ale przede wszystkim bliskie wrodzonemu sposobowi odbierania bodźców. Współczesna technologia umożliwia bezpośredni transfer przeżyć; wreszcie możliwe jest dzielenie się dźwiękami i obrazami. Zdaniem pisarza zmiana ta ma znaczenie fundamentalne. Jej odpowiednikiem jest przepaść między kulturą pisma, a poprzedzającą ją wielką epoką kultury oralnej, upamiętnionej m.in. w Iliadzie. Bohaterowie opiewani przez Homera mieli sztukę i technikę, budowali miasta, udoskonalali narzędzia. Zarazem jednak zupełnie inaczej od ludzi współczesnych postrzegali rzeczywistość, czas czy samych siebie. A może nawet nie byli samoświadomi, zdolni do introspekcji – przynajmniej zdaniem Juliana Jaynesa („The Origin of Consciousness in th­e Breakdown of the Bicameral Mind”, 1976) i jego intelektualnych następców.

Po rewolucji
Dukaj próbę zachowania kultury pisma uważa za równie możliwą do zrealizowania, jak odwracanie biegu rzeki. Nawet, jeśli zniknie analfabetyzm i każdy dorosły będzie w stanie odcyfrować proste komendy czy nagłówki, prawdziwe czytanie z wielu przyczyn stanie się anachronizmem. Ale – wbrew obawom lub nadziejom – nie zniknie. Pytany, czy warto się uczyć czytać i pisać, i kształcić się w starym myślunku, nieodmiennie potwierdzam: tak, czytajcie. Lecz uzasadnienie tej rekomendacji jest inne, niż było jeszcze pokolenie–dwa temu. Ani bowiem zdobywanie wiedzy sposobem wzrokowo‑symbolicznym nie musi być w świecie postpiśmiennym efektywniejsze niż zdobywanie wiedzy na drodze transferu przeżyć (…), ani sukces w późniejszej pracy nie od tego będzie zależeć. Ważna jest natomiast jakość tylko pośrednio związana ze zdolnością do głębokiej lektury w świecie postpiśmiennym: umiejętność skupienia się na długotrwałym trudzie umysłowym wbrew coraz liczniejszym doraźnym, silnym bodźcom rozpraszającym twoją uwagę. Przeprowadzone w 2017 badania z użyciem skaningu fMRI pokazały, jak szybko i głęboko nauka pisania i czytania u osób dotąd niepiśmiennych zmienia ich strukturę mózgu, wzmacniając nie tylko ośrodki wzroku i koordynacji wzrokowo-przestrzennej, ale właśnie te odpowiadające za kontrolę skupienia. Jest to formatowanie mózgu jako takiego, a nie jedynie dodanie punktowej umiejętności, wywoływanej, gdy wzrok akurat pada na stronicę z literami.

Tam, gdzie niezbędne jest operowanie symbolami, budowanie złożonych modeli – pismo przetrwa. Na pewno w prawie, które bez kodeksów staje się tylko zwyczajem; a przede wszystkim w matematyce i naukach ścisłych. W nowej rzeczywistości będzie to praktyka porównywalna z uprawianiem dalekowschodnich sztuk walki: wyczerpujące i dające satysfakcję ćwiczenie, przygotowujące do podejmowania wyzwań.

Nie ma zatem obawy, że rozwój technologii i ich powszechna dostępność, która jest nam teraz tak bardzo potrzebna spowoduje zanik sztuki pisania i czytania. Trudno też na siłę próbować ten proces powstrzymać. Zwłaszcza, że przynosi tak wiele dobrego.

Cytaty pochodzą z książki Jacek Dukaj, „Po piśmie”, Wydawnictwo Literackie.

Przeczytaj także: Galeria Luxenburga i centrum rozrywki zamiast Metropolitana? Tak było!