fbpx

Zakorzenianie w mieście. Jak spacerować i zwiedzać Warszawę, żeby chłonąć z niej jak najwięcej?

Przewodnik to starszy pan, przy którym trzeba chodzić cicho, najlepiej w kapciach? Umarłabym z nudów, gdybym w grupie mówiła tylko ja – przyznaje Hanka Warszawianka, dziennikarka, varsavianistka, niespokojny duch. Twierdzi, że aby skutecznie zwiedzać, trzeba nauczyć się czytać z miasta, jego murów i uważnie obserwować jego przestrzeń.

Jak dziś opowiadać o Warszawie i zwiedzać miasto?

Stoimy niedaleko Metropolitana. Co najchętniej pijano w tej okolicy 300 lat temu? Odpowiedź odkrywa długość ulicy Piwnej, najdłuższej na Starym Mieście, od XIV wieku pełnej browarów i szynków. Wiedząc, że przez wieki nadawano nazwy ulicom od zawodów pracujących przy nich rzemieślników, możemy sobie wyobrazić życie sprzed epoki biurowców. Nie jest wielką sztuką opowiadać o historii, pokazywać pocztówkowe widoki. To zwiedzanie w wersji dla turystów, dość powierzchowne. Moim zdaniem lepiej – i trudniej – jest nauczyć patrzenia na miasto, czytania jego warstw i zauważania związków.

Weźmy za przykład plac Piłsudskiego: to nigdy nie była wyizolowana przestrzeń. Trzeba go zobaczyć jako element sieci, łączącej miejskie „pokoje”: place Teatralny, Małachowskiego, Powstańców Warszawy, nawet leżący nieco dalej plac Trzech Krzyży. To ciąg, w którym każda przestrzeń ma własną funkcję, uzupełniają się wzajemnie, a ich obecna forma to efekt wielu procesów. Mam nadzieję, że pracownicy firm których integruję, wyjdą któregoś dnia z biura, spojrzą na miasto i poczują, że są u siebie. Chociaż oprowadzanie turystów może być ciekawe i przyjemne, wolę pracować z osobami mieszkającymi i pracującymi w Warszawie, odkrywać razem z nimi ulice sąsiadujące z ich biurem czy mieszkaniem.

Na początku takich spotkań moi nowi znajomi są często zdziwieni – przecież mieszkają w mieście od lat, wiedzą, gdzie co jest. Ale stopniowo okazuje się, że prześlizgują się tylko stałymi szlakami, mając na wyciągnięcie ręki nieznane. Co ma wspólnego kościół św. Krzyża z polskim kosmonautą? Jak w pięć minut przejść sprzed Metropolitana do gigantycznej okrągłej malarni i warsztatów stolarskich albo zgubić się wśród dwudziestu tysięcy kostiumów? Czyją twarz ma Apollo powożący kwadrygą na dachu Teatru Wielkiego? Kto w XVII wieku miał w swoim pałacu windę? Za każdą fasadą którą mijamy w drodze do pracy jest jakaś historia.

Jak się odkrywa warszawskie sekrety?

Najlepiej, jeśli uczestnicy spacerów robią to sami, świetnie działają zagadki. Rola przewodnika według mnie to inspirowanie, czasem podpowiadanie, ale bez podawania odpowiedzi na tacy. Bez odrobiny wysiłku niewiele zostanie w pamięci. Dobrze jest też spojrzeć na miasto dosłownie z innej perspektywy. Zobaczyć Warszawę z łódki płynącej po Wiśle, z dachu, albo o świcie, zanim zacznie się miejski ruch. Sprawa najważniejsza – dorośli lubią się bawić nie mniej niż dzieci. Odgrywając wspólnie scenki z historii, ubrani w kostiumy z epoki, działamy w zupełnie innym trybie niż słuchając monologu przewodnika.

Czy trudno jest namówić pana mecenasa na włożenie peruki i śpiewanie przed kamerą?

Bardzo łatwo! Bo to okazja na wyjście z roli poważnego profesjonalisty, przejście w tryb zabawy, pozwolenie sobie na chwilę luzu.

Co w Pani pracy zmienił 2020 rok?

Z powodu pandemii cały świat dostrzegł coś, na co dawno przestaliśmy zwracać uwagę: najbliższą okolicę. Oprowadzanie lokalsów jest dla przewodnika czymś zupełnie innym, niż prowadzenie zagranicznej wycieczki. Daje możliwość wejścia głębiej; zakładamy, że odbiorca ma podstawowe informacje, więc można pokazać ich kontekst, szczegóły. Warszawa jest trudnym miastem, ale fascynującym. Czy w nowej rzeczywistości docenimy niedawno odkryte sąsiedztwo, czy raczej skorzystamy z okazji i wrócimy do turystyki? Czas pokaże.

Przeczytaj także: Czy czeka nas świat bez pisma?